31 marca 1976 roku wytwórnia Swan Song wydała album Presence – siódmy w dyskografii Led Zeppelin. Zarazem pierwszy, jaki na podstawie samych tylko zamówień otrzymał w Ameryce status Platynowej Płyty.
Gitarzysta bandu, Jimmy Page, o płycie Presence tak się niegdyś wyraził: Uwielbiam tę płytę, bo powstała w złym okresie, a jednak muzyka jest cudownie pozytywna. Po czym dodał: Myślę, że to nasza najbardziej niedoceniona płyta. Była najlepsza pod względem niezakłóconych emocji.
W istocie był to kawał solidnego krążka, na którym muzycy wrócili do mocnego, momentami wręcz surowego gitarowego brzmienia. Jednocześnie jednak tego rodzaju brzmienie spowodowało zarzut, że album stał się zbyt jednowymiarowy. Po latach rzeczywiście można by tak sądzić, bo przecież John Paul Jones dysponował wtedy machiną marzeń w postaci syntezatora Yamaha GX-1. Kompozycja 10 Ribs & All/Carrot Pod Pod (Pod) wydana na reedycji albumu w wersji deluxe w 2015 roku dobitnie świadczy o tym, jak sound takich klawiszy mógł wzbogacić całość.
Dla mnie osobiście, gdyby nie mój ulubiony, nieco z hiszpańska brzmiący smutny blues wieńczący dzieło, a zatytułowany Tea For One, to może w ogóle, choć niesłusznie, pozostałbym chłodny wobec Presence. Tea For One miał dla mnie jakiś magnetyzm, a mówił o przytłaczającej samotności i depresjach związanych z życiem w oddaleniu od bliskich.
Okładka i wewnętrzna strona koperty, zaprojektowane przez firmę Hipgnosis, zawierały obrazy ludzi wchodzących w interakcję z czarnym przedmiotem w kształcie obelisku. Wewnątrz okładki przedmiot został określony jako „The Object”. Współzałożyciel Hipgnosis, Storm Thorgerson, napisał, że obelisk reprezentował moc Led Zeppelin, bo byli tak potężni, że nie musieli tam być. Według Jimmy’ego Page’a ten zagadkowy element był jednocześnie żartobliwym nawiązaniem do filmu 2001: Odyseja Kosmiczna.
Utwory wypełniające album zostały zarejestrowane w Monachium, w listopadzie 1975 roku w ciągu zaledwie osiemnastu dni. W większości oddawały klimat podróży i zmian, jakie towarzyszyły kwartetowi w trakcie roku spędzonego poza Anglią. Monachijskie studia Musicland, za sprawą brytyjskich „uchodźców” podatkowych, było wówczas nieustannie okupowane. Zeppelinów upchnięto na dwa tygodnie przed sesją płytową Stonesów. Przez ostatnie dwa dni Jimmy Page pracował 18 godzin na dobę. Niezliczone ścieżki w utworze Achilles Last Stand nagrał w ciągu jednej nocy.
Achilles otwierał płytę. Według wielu był zarazem jej punktem kulminacyjnym. Stał się ukoronowaniem dążeń Page’a do gitarowych harmonii budujących wyniosłą strukturę pełną dynamiki i emocji. Znawcy byli zdania, że Page ułożył gitarowe ornamenty nad najwspanialszym podkładem perkusyjnym Johna Bonhama. Wkrótce, jako ulubiony numer gitarzysty, stał się obowiązkowym elementem każdego koncertu. Poprzedniczkami tej kompozycji były oczywiście Stairway To Heaven i Kashmir, a ponoć główną inspiracją stały się marokańskie wojaże Page’a i Planta.
Po gitarowych fanfarach i mrocznej codzie Achillesa następował numer For Your Life, w którym mocne rockowe brzmienie właściwie miotało się między głośnikami (to też zasługa Page’a).
Gdy wybrzmiewał „zakręcony” Royal Orleans, nadchodziła dawka ciężkiego, prostego rocka z bluesowymi wtrętami w postaci Nobody’s Fault But Mine. To najbardziej kontrowersyjny tekstowo numer na płycie. Robert Plant przejmująco śpiewał w nim o swym żalu i niedoli. Oskarżał o prześladowanie diabła i wołał, że będzie walczył o swoją duszę. Jak chcieli niektórzy, były to zaszyfrowane treści, w których Plant przyznawał, że zaprzedał duszę szatanowi, a teraz pragnie się z tej opresji uwolnić.
Pozostałe dwa utwory to ciężki Candy Store Rock oraz Hots On For Nowhere ze świetnym riffem i jedną z najdziwniejszych na płycie solówek Page’a.
Album ukończono dzień przed świętem Dziękczynienia, dlatego też Plant zasugerował, aby nazywać go Thanksgiving. Pomysł jednak porzucono na rzecz tytułu, który, jak słusznie sądzono, odzwierciedlał silną tytułową obecność zespołu. Ostatecznie jednak album sprzedawał się najsłabiej ze wszystkich i wkrótce można go było kupić po przecenie.
Mimo to Led Zeppelin złapał drugi oddech i pomimo inwazji smarkaczy (zwłaszcza tych spod znaku punk rocka), jego popularność wcale nie osłabła. W Ameryce roku 1976 zwolennicy kandydatów na prezydenta doskonale zdawali sobie z tego sprawę. Susan Ford, córka głowy państwa, Geralda Forda, twierdziła, że Led Zeppelin jest jej ulubionym zespołem. Z kolei Jimi Carter, ówczesny demokratyczny konkurent Forda, wspominał, że jeszcze jako gubernator stanu Georgia nocami słuchał płyt Led Zeppelin.